
Darmowy audyt SEO - dlaczego nie pokaże prawdy o Twojej stronie?
Przyjmujemy, że wysoki wynik w automatycznym teście oznacza gotowość strony na klientów, podczas gdy telefon milczy i brakuje zapytań.
Od ponad 20 lat działam na styku zarządzania, marketingu, sprzedaży i technologii. Mam za sobą ponad tysiąc projektów i wdrożeń, od małych firm i e-commerce po duże organizacje, w tym globalne korporacje. Pełniłem różne role, od specjalisty po członka zarządu, dlatego potrafię patrzeć na biznes jednocześnie z perspektywy operacji i strategii.
W praktyce najbardziej cenię moment, gdy dane, technologia i decyzja spotykają się w jednym punkcie, a efektem jest mierzalny wynik.
Doświadczenie projektowe podpowiada mi "jak" to zrobić, a wiedza akademicka porządkuje "dlaczego" to działa.
Na blogu dzielę się praktycznymi wnioskami z projektów, modelami i rozwiązaniami, które da się wdrożyć.
Chcę, żeby po lekturze zostawało coś konkretnego: pomysł, checklista albo decyzja, którą łatwiej podjąć.
Po godzinach resetuję głowę w górach i na korcie badmintonowym.
🖖 Niech konwersja będzie z Tobą!

Przyjmujemy, że wysoki wynik w automatycznym teście oznacza gotowość strony na klientów, podczas gdy telefon milczy i brakuje zapytań.

Traktujemy stronę jak cyfrową wizytówkę dla klienta, przez co dla algorytmu pozostaje ona zbiorem luźnych tekstów, a nie konkretnym biznesem do pokazania na mapie.

Pozytywne opinie mają budować zaufanie, a tracimy klientów, bo fundament technologiczny strony sprawia, że dla Google jesteśmy po prostu niewiarygodni.

Przyjmujemy, że podstrona "usługa w mieście X" to nowa treść, a w rzeczywistości sprawia ona, że oryginał traci widoczność w wyszukiwarce.

Analiza oferty firm zza rogu pozwala co najwyżej skopiować ich cennik, podczas gdy prawdziwą przewagę daje znalezienie tego, na co narzekają ich klienci.

Interpretację statystyk w profilu Google opieramy na ogólnej liczbie wyświetleń, tracąc z oczu dane o telefonach i prośbach o wyznaczenie trasy.

Inwestycja w reklamę, która kieruje klienta na stronę ładującą się 5 sekund, to zgoda na 90% wyższe prawdopodobieństwo jego utraty, zanim zobaczy ofertę.

Budżety reklamowe uruchamiamy w odpowiedzi na brak zleceń, co zmusza do walki o klienta w momencie, gdy koszty tej walki są najwyższe na rynku.

Pozycja nr 1 w Google na nazwę własnej firmy to wskaźnik, którym mierzymy widoczność, przez co oddajemy rynek konkurencji, do której trafiają klienci szukający konkretnych usług.

Pompujemy budżety w reklamy, by pokazać się klientom, którzy rezygnują z kontaktu po sprawdzeniu opinii w Google.