"Wiem, że newsletter działa, ale w Excelu tego nie widzę" - jeśli kiedykolwiek wypowiedziałeś to zdanie na spotkaniu zarządu, ten tekst jest dla Ciebie.
Problem nie polega na tym, że e-mail "nie sprzedaje". Problem leży w metodologii - w tym, jak przypisujemy zasługi poszczególnym kanałom. Domyślne podejście oparte na "Last Click" (częste w starszych konfiguracjach Google Analytics i prostych raportach e-commerce) faworyzuje ostatniego "napastnika", który dobił piłkę do pustej bramki. Całą resztę zespołu - w tym Marketing Automation, który budował relację tygodniami - zostawia w cieniu.
Pejdźmy krok po kroku przez najważniejsze modele atrybucji i pokażę, gdzie w raportach ukrywa się realny wpływ Twojego newslettera.
Dlaczego Google Analytics kłamie (przez zaniechanie)?
Problem "Last Non-Direct Click" - dlaczego standardowe raporty przypisują pełną wartość konwersji ostatniemu kanałowi?
Choć Google Analytics 4 (GA4) promuje model Data-Driven, to wiele standardowych raportów pozyskiwania ruchu (Traffic Acquisition), z których korzystamy na co dzień, wciąż opiera się na logice sesyjnej, faworyzującej ostatnie niebezpośrednie źródło.
W praktyce mechanizm ten działa następująco:
- jeśli klient przed zakupem kliknął w reklamę Google Ads (brand) i wtedy dokonał zakupu,
- to cała zasługa konwersji ląduje na Google Ads (lub Direct, jeśli ostatnie wejście było bezpośrednie),
- wcześniejsze punkty styku - newslettery, automation, social, content - są ignorowane w podstawowych raportach.
Analitycznie system nie "kłamie", on po prostu milczy o połowie historii. Pokazuje, kto strzelił gola, ale pomija milczeniem tych, którzy rozegrali akcję w środku pola.
Ścieżka klienta rzadko jest linią prostą. Zazwyczaj to labirynt: email → wizyta → remarketing → zakup. Kto w tej sytuacji wygrywa w raportach?
Spójrzmy na typową ścieżkę w B2B lub e-commerce z dłuższym cyklem decyzyjnym (gdzie proces trwa często od 3 do nawet 12 miesięcy):
- Klient zapisuje się na newsletter.
- Otwiera kilka maili edukacyjnych, zagląda na bloga, sprawdza ofertę.
- Wychodzi. Życie toczy się dalej.
- Po kilku dniach widzi remarketing w Google / Meta, klika.
- Trafia na stronę, dodaje produkt do koszyka, kupuje.
W modelu "Last Click" raport pokaże:
- 100% przychodu przypisane jest reklamie remarketingowej,
- newsletter wygląda na kanał "do cięcia",
- Marketing Automation - na koszt, który nie wnosi wartości.
A jak wygląda rzeczywistość biznesowa?
- newsletter zbudował świadomość i zaufanie,
- automation utrzymywało kontakt,
- remarketing tylko domknął to, co inne kanały "rozgrzały".
Dlatego sugeruję, abyś pierwszym krokiem uczynił świadome odejście od prezentowania wyłącznie modelu "Ostatnie kliknięcie" podczas spotkań z zarządem. To prosta droga do obcięcia budżetów, które w rzeczywistości generują Twój wynik.
Przegląd modeli atrybucji - który wybrać dla Twojego biznesu?
Pomyśl o modelach atrybucji jak o systemie premiowym w firmie. Odpowiadamy na pytanie: komu wypłacamy prowizję za sukces?
Last Click: napastnik, który tylko "dostawił nogę"
Charakterystyka modelu "Last Click":
- całą zasługę przypisuje ostatniemu punktowi styku przed konwersją,
- świetnie sprawdza się dla tanich produktów impulsowych (np. szybkie zakupy w e-commerce, proste leady B2C),
- kompletnie nie oddaje roli kanałów edukacyjnych w B2B i droższych produktach.
W sektorze B2B oraz w e-commerce z produktami premium ten model systemowo:
- faworyzuje kanały domykające (brand search, direct, czasem remarketing),
- okrada e-mail, content i automation z zasług, bo one zwykle są wcześniej na ścieżce.
Jeżeli na takim modelu opierasz swoje decyzje budżetowe - z dużym prawdopodobieństwem "krzywdzisz" newsletter, ucinając finansowanie kanału, który dowozi klientów do kasy.
First Click: zawodnik, który odebrał piłkę i rozpoczął akcję
Model "First Click" działa odwrotnie:
- całą zasługę konwersji przypisuje pierwszemu wejściu na ścieżce,
- bywa przydatny, gdy chcesz ocenić kanały generujące pierwsze wizyty (np. kampanie brand awareness, content).
Dla oceny efektywności e-mail marketingu ten model ma zazwyczaj mniejszą wartość. Newsletter rzadko jest pierwszym punktem styku - zazwyczaj pojawia się po zapisie, gdy klient trafił już na stronę z reklamy lub wyszukiwarki. Wyjątkiem są sytuacje, gdy kupujesz zewnętrzne bazy mailingowe (cold mailing).
Modele Liniowy i Time Decay: sprawiedliwość dla pomocników
Model liniowy (Linear):
- rozkłada zasługę konwersji po równo na wszystkie punkty styku,
- jeśli ścieżka ma 4 kroki (social → email → direct → zakup), każdy dostaje 25%.
Zaleta:
- zaczynasz widzieć, że newsletter "jest obecny" przy wielu transakcjach,
- nie faworyzujesz jednego kanału kosztem innych.
Wada:
- zakłada, że każdy kontakt jest równie ważny - co nie zawsze jest prawdą.
Model Time Decay (Rozpad czasowy):
- im bliżej konwersji, tym większa waga kontaktu,
- pierwszy kontakt ma mniejszą wagę niż ten przed samym zakupem.
Dla Marketing Automation to często bardzo uczciwy układ:
- to często najuczciwszy kompromis - e-mail dostaje realny udział w zasłudze, ale nie "zjada" wszystkiego,
- widzisz, jak automation pracuje "w środku" ścieżki, wspierając kanały pozysku i domknięcia.
Data-Driven: niech algorytm zdecyduje, kto naprawdę pomógł
Modele Data-Driven (oparte na danych), które są domyślne w GA4, działają inaczej:
- analizować tysiące ścieżek użytkowników,
- sprawdzać, jak zmienia się prawdopodobieństwo zakupu przy obecności / braku danego kanału,
- rozkładać zasługę konwersji proporcjonalnie do faktycznego wpływu.
W praktyce oznacza to, że:
- wymagają większej ilości danych,
- są mniej "intuicyjne" do wytłumaczenia zarządowi,
- ale potrafią pokazać, że np. e-mail podnosi szansę zakupu o X%, nawet jeśli rzadko jest last clickiem.
Jeśli Twój GA4 zebrał wystarczająco dużo danych - warto wejść w sekcję "Porównanie modeli" (Model Comparison) i zestawić Data-Driven z Last Click. Często zobaczysz tam wzrost przychodów przypisanych do e-maila o 20-40%. To jest właśnie ta różnica, którą powinieneś pokazać w prezentacji.
Konwersje wspomagane - ukryta supermoc mailingu
Jak znaleźć dowody na to, że e-mail pomaga w sprzedaży?
Zamiast patrzeć tylko na kolumnę "Przychody" w podstawowym raporcie, musisz zajrzeć głębiej. W GA4 szukaj raportu:
- ścieżki wielokanałowe,
- konwersje wspomagane.
Co tam znajdziesz?
- sprawdzenie, w ilu ścieżkach zakupowych kanał "Email" wystąpił w ogóle (niekoniecznie jako ostatni),
- porównanie liczby konwersji, w których e-mail był asystentem, z liczbą konwersji, w których był strzelcem (Last Click).
Analizując dane moich klientów, bardzo często widzę, że:
- newsletter "oficjalnie" odpowiada np. za 5-10% przychodu w modelu Last Click,
- ale pojawia się w 30-40% wszystkich ścieżek, w których w ogóle doszło do zakupu.
To zupełnie inny obraz sytuacji. Pokazujesz zarządowi, że wyłączenie newslettera może zagrozić nie 10 tysiącom, ale 50 tysiącom przychodu.
Czy e-mail częściej otwiera, czy zamyka sprzedaż?
Dobrą praktyką analityczną jest policzenie prostego wskaźnika (dostępnego wprost w starym UA, w GA4 trzeba go sobie oszacować):
- ile razy e-mail był pierwszym kontaktem na ścieżce,
- ile razy był środkowym kontaktem,
- ile razy pojawiał się jako ostatni przed zakupem.
Jak interpretować wynik?
- widzisz, czy newsletter u Ciebie działa bardziej jak kanał inicjujący (TOFU),
- czy jak kanał wspierający decyzję (MOFU/BOFU),
- czy może realnie domyka sprzedaż (np. kampanie "ofertowe" do aktualnych klientów).
Ta wiedza pozwala lepiej dopasować typ wysyłanych treści. Jeśli Twój e-mail to typowy asystent, nie oceniaj go wyłącznie przez pryzmat natychmiastowej sprzedaży, ale przez zaangażowanie i mikro-konwersje.
Raportowanie w systemie MA vs w GA4 - dlaczego liczby się różnią?
Cookies vs User ID - kto widzi więcej?
Systemy Marketing Automation (takie jak SALESmanago, HubSpot, Klaviyo) mają asa w rękawie:
- śledzą konkretnych użytkowników po ID kontaktu (adres mailowy, identyfikator w bazie),
- widzą ich aktywność w wielu kanałach (e-mail, www, czasem CRM),
- często lepiej radzą sobie z łączeniem wizyt z różnych urządzeń (bo łączą je po mailu, a nie tylko cookies).
Google Analytics (w standardowej konfiguracji):
- polega na kombinacji cookies, User ID (jeśli go wdrożysz) i modelowania statystycznego,
- działa w rygorach prywatności (brak pełnej historii tam, gdzie nie masz zgód),
- w efekcie widzi fragment rzeczywistości, nie pełen obraz.
Efekt? System MA często pokaże Ci wyższe przychody, ponieważ:
- ma więcej przypisanych konwersji do e-maila (bo potrafi dłużej "pamiętać" kontakt),
- rejestruje ścieżki, których GA4 w ogóle nie zarejestrował jako pełne.
Nie chodzi o to, który system "ma rację", tylko o zrozumienie, co one mierzą:
- MA - patrzy z perspektywy kontaktu,
- GA4 - z perspektywy urządzenia / sesji / modelu statystycznego.
Okno atrybucji - jak długo "pamiętamy" interakcję?
Kolejnym powodem rozbieżności w raportach jest okno atrybucji:
- ile dni po kliknięciu w newsletter jeszcze przypisujesz sprzedaż do tego maila,
- jaki okres bierzesz pod uwagę w kampaniach automation, które "pracują" długo.
Standardem w GA4 dla konwersji jest często 30 lub 90 dni (w zależności od ustawień), ale systemy MA pozwalają to konfigurować dowolnie. W wielu biznesach B2B:
- decyzja zajmuje dłużej (B2B, droższy e-commerce),
- klient wraca po kilku tygodniach lub miesiącach.
Jeśli Twój system MA przypisuje sprzedaż z oknem 90 dni, a w GA4 patrzysz na raporty z oknem 30 dni, to:
- MA pokaże higher revenue "z maila",
- GA4 - dużo niższy udział.
Moja rekomendacja:
- uświadomić to zarządowi,
- raportować efekty e-maila w kontekście całej ścieżki i przyjętego okna atrybucji, a nie tylko jednego raportu z GA.
FAQ: Najczęstsze pytania o atrybucję i Marketing Automation1.
Dlaczego system Marketing Automation pokazuje większą sprzedaż niż GA4?
Głównym powodem jest to, że systemy MA działają w izolacji i często domyślnie:
- stosuje model przypisywania "last email open" albo "last campaign" w dłuższym oknie czasowym,
- łączy dane po ID kontaktu, a nie tylko cookie,
- widzi użytkownika również wtedy, gdy zmienia urządzenia.
W efekcie MA może "przypisywać sobie" sprzedaż, którą GA4 widzi jako efekt płatnej reklamy. Prawda zwykle leży pośrodku. GA4 bywa zbyt surowy dla e-maila (gubiąc użytkowników cross-device), a MA bywa zbyt optymistyczny (ignorując inne reklamy).2.
Który model atrybucji jest najlepszy dla B2B?
W B2B, gdzie proces decyzyjny jest długi i wieloosobowy:
- ścieżki są długie,
- liczba punktów styku jest duża (webinary, whitepapery, e-maile, spotkania),
- decyzje zapadają w zespole, a nie pojedynczej głowie.
Dlatego rekomendujemy modele:
- pozycyjne (np. U-shaped) - większa waga dla pierwszego i ostatniego kontaktu, mniejsza dla środkowych,
- Time Decay - większa waga dla kontaktów bliżej decyzji.
Kluczowe jest, aby nie opierać się wyłącznie na Last Click, bo wtedy cała praca edukacyjna (w tym newslettery i content marketing) znika z raportów, co prowadzi do błędnych decyzji strategicznych.3.
Jak dobrać okno atrybucji?
Okno atrybucji powinno odzwierciedlać Twój cykl sprzedażowy. Przykłady:
- 30 dni - jeśli klient kupi w ciągu 30 dni od kliknięcia w kampanię, przypiszemy sprzedaż tej kampanii,
- 90 dni - sensowny horyzont dla dłuższych cykli decyzyjnych.
W Marketing Automation warto ustawić okno atrybucji:
- w zgodzie z długością Waszego realnego cyklu sprzedaży,
- spójnie między systemami (MA, CRM, raporty zarządcze), żeby liczby dało się porównać.
Dobrze ustawiona atrybucja nie jest "gimnastyką dla analityka", tylko podstawą obrony budżetu na Marketing Automation. Jeśli zaprezentujesz zarządowi wyniki newslettera wyłącznie w modelu Last Click - sam podstawiasz go pod topór. Jeśli jednak pokażesz pełny obraz asysty w ścieżkach wielokanałowych, automatyzacja z pozycji "kosztu do cięcia" awansuje na kluczowy element "fabryki przychodów".